Tłocznia oliwy
Na początku roku 2025 zaczęło brzmieć w moim sercu słowo o Getsemani. Getsemani to miejsce gdzie Jezus czuł smutek duszy, który był tak wielki, że mówił o nim: „jest mi śmiertelnie smutno”. Getsemani to miejsce, gdzie Jezus czuł trwogę. Wziął ze sobą trzech uczniów: Jakuba, Jana i Piotra, i powiedział im, by usiedli i czuwali. Sam poszedł by się modlić. Wiedział jaka jest wola Ojca, wiedział co będzie następne. Być może bał się z powodu ceny, którą miał zapłacić. Ale osobiście myślę, że było coś o wiele bardziej dla Niego przerażającego niż pójście na krzyż. W Getsemani Jezus przeżywał nie tylko smutek i trwogę, ale także wielką samotność. Ci, którzy byli z Nim tam, nie umieli dotrzymać mu kroku. Zasypiali, kiedy prosił ich by nie ustawali w modlitwie. Prosił ich trzy razy. A potem jak mówi Pismo: (Mt 26:56) wszyscy Jego uczniowie opuścili Go i uciekli. Jezus znajdował się wtedy w samym centrum doskonałej woli Ojca dla swojego życia, a jednak został całkiem sam. Opuścili Go wszyscy, którym darował trzy lata swego życia, bez żalu, bez wypominania, czysta bezwarunkowa miłość. Odeszli. Jezus został sam. Samotność którą odczuwał, pomieszana z trwogą i smutkiem była okropna i nie do zniesienia. Nie było przy Nim nikogo kto by pocieszał. Myślę, że było coś bardziej okropnego od ceny krzyża. Myślę, że to co mogło Go zasmucać w tym momencie to niepewność tego, czy ktokolwiek przyjmie Jego ofiarę. On zdecydował się zapłacić cenę. Ale nie mógł być pewny, że ktokolwiek z ludzi przyjmie tą ofiarę. Od powstania ogrodu minęło wiele czasu, ale Jego natura – dająca człowiekowi wybór – nie zmieniła się. On nigdy nie chciał i nie dążył do zmuszania kogokolwiek do swojego planu. Tak więc wtedy w Getsemani było coś straszniejszego od zapłacenia ceny złożenia swojego życia w ofierze. Jego serce mogło się trwożyć na samą myśl, że nie wiedział czy ktokolwiek zdecyduje się przyjąć Jego plan.
Myślę o tym dziś. Nasze serca trwożą się często wcale nie z powodu ceny i poświęcenia, które przychodzi nam płacić podążając za Bogiem. Nasze serca trwożą się, bo nie wiedzą co przyniesie ofiara, czy ktokolwiek ją przyjmie i doceni? Nie wiemy jaki owoc przyniesie nasze poświęcenie. A co jeśli wszystko będzie na nic? Co jeśli okaże się że poświęciliśmy się na darmo?
Myślę dziś o samotności, trwodze i smutku, który często przeżywamy idąc za Bogiem, ale nie chcemy nigdy mówić o tym na głos. Bo co powiedzą inni. Co pomyślą inni. Co będzie z nami, kiedy przyznamy się przed sobą i innymi do tego, że jesteśmy w Getsemani?
Myślę, że Getsemani niesie w sobie wiele ukrytych tajemnic, które mają potencjał wpłynąć na nas i naszą przyszłość. Jezus w Getsemani nie czekał na kogoś kto wyzwoli Go z jego okoliczności, ani nie uciekał od bólu tego miejsca. Zamiast tego zdecydował się modlić. Jego wyborem było szukanie twarzy OJCA pośród bólu, pośród smutku, pośród trwogi i samotności. Wielu z nas, głęboko wierzących ludzi, straciło gdzieś w tym świecie zdolność wylewania smutku i bólu przed Bogiem, łącząc się z Nim w tym bólu i spotykając Jego pośród bólu. Zamiast tego serwujemy braciom i siostrom terapię w postaci: twoje emocje nie są prawdziwe, zapomnij o nich i skup się na Bogu, zapominając, że to Bóg stworzył nasze dusze, wraz z emocjami i Bóg nie potrzebuje uczyć nas wypierania się i deptania swoich emocji. Na tym nie polega bycie bardziej duchowym. Getsemani znaczy: tłocznia oliwy. Ci, którzy autentycznie chodzą z Bogiem, spotykając się z Nim w swoim bólu, znajdują swoje doliny miejscem gdzie Jego olej tłoczony jest w ich serca. Namaszczenie zawsze przychodzi jako następstwo naszego poddania Jemu w każdych okolicznościach. Getsemani to spotkania z NIM. Słowo Getsemani z oryginału znaczy miejsce tłoczenia oliwy.
TAK, DOBRZE PRZECZYTAŁEŚ. POŚRÓD SMUTKU, POŚRÓD SAMOTNOŚCI, POSRÓD TRWOGI – ON CHCE CI OBJAWIĆ SWOJA TWARZ. On chce, by olej lał się do twego życia w każdych okolicznościach.
Rok 2025 odbieram jako rok, w którym Bóg zaprasza nas do miejsca ukrytego w NIM. Do miejsca gdzie Getsemani staje się prawdziwą tłocznią oliwy. W tym roku mamy zdecydować czy dane okoliczności, zdefiniują nas, czy też te okoliczności staną się miejscem tłoczenia oliwy. Duch Święty zaprasza nas do proroczych deklaracji oraz działania kierowanego bojaźnią Bożą. Bojaźń Boża sprawi, że zaczniemy porządkować swoje życie. Ojciec chce byśmy widzieli Jego twarz. To jest jednocześnie zaproszenie do napierania w modlitwie. Jezus wiedział, że Jego odpowiedzialnością w Getsemani jest udanie się na modlitwę. Zaprosił do tego miejsca swoich uczniów. Oni jednak spali. Mam wrażenie, że potrzebujemy się obudzić, kościół potrzebuje obudzić się i modlić. Nasze modlitwy otworzą rzeczy lub je zamkną. Mam wrażenie że okno jest otwarte – czas by się modlić – ale ono się zamknie pod koniec 2025r. Mamy czas, ale on już się zamyka. Nie chodzi o to, że będzie koniec świata w grudniu 2025. ALE coś się zamknie, do tego czasu potrzebujemy upewnić się, że mamy nie tylko lampy, ale że ta lampa jest pełna oliwy plus mamy zapas na przyszłość. Dla mnie oznacza to konkretne działanie jakim jest stanie w modlitwie za nasze domy i nasz kraj. Psalm 24 stoi otworem w dalszym ciągu. Kto wejdzie na moja górę Świętą? Wielu mówi o tym miejscu, ale niewielu chce zapłacić koszt by wspiąć się tam i stanąć przed tronem Boga wołając o swoją ziemię.

